Blog > Komentarze do wpisu

MOJE MARZENIA o... śmierci winiarza!

Na starość chciałbym mieć własną piwnicę na wino. Niczego więcej zresztą od życia nie pragnę. Kupię na Lazurowym Wybrzeżu, w delcie Rodanu stary dom z małą winnicą, oczywiście musi też być piwniczka. Upatrzyłem, w czasie jednej z podróży francuskich, pięknie położoną na wzgórzu okalającym Cassis, niedużą ( tam wszystkie są małe) winniczkę. Piwniczka niedaleko domu, tak abym mógł tam spokojnie dojść. Będę zważał, aby miejscowi gospodarze - winiarze, ogrodnicy i sadownicy nie dowiedzieli się niczego o mojej przeszłości. Zdradzą mnie troszkę umiejetności kucharskie, ale to wszyscy - zajęci smakowaniem - pominą milczeniem. Umiejętność gry na pianinie zachowam na okres Bożego Narodzenia - jeżeli mi ręce pozwolą, cichuteńko w wigilę wystukam mizernącichą albo inną lulajżejezunie, wyciskającą łezki - kolędę. Jeśli mi ślepy los dopisze, pod dziewięćdziesiątkę uczciwi ludzie uznają mnie za człowieka swojego, za winiarza, a więc kogoś, kto wie, gdzie należy umrzeć. Bo nie masz piękniejszej śmierci jak przed piwniczką, pod rozłożystym orzechem - jesienią.

 

Będzie tam stół, na którym postawi się butelki, szklanki. Będzie ława, na której usiądę. Tam będę czekał na śmierć, przy szklance wina. Najlepszego oczywiście, z omszałej butelczyny. I powinno to nastąpić po winobraniu, kiedy młode wino się już uładziło, ale się jeszcze trochę burzy, pracuje. Orzechy strącone z drzewa, jesienne słońce świeci i jeszcze przygrzewa. Z nie większą jednak mocą niż miłość starego człowieka. Więc siedzę przed swoją piwniczką, piję dobre wino, pięcioletnie, wytrawne, białe cassis i... czekam! Czekam na Kostuchę!

          Ale, zanim ta moja Kostucha nadejdzie, wyobrażam sobie tę swoją piwniczkę. Pod jej sklepieniem będzie dwadzieścia antałków. Na obłych klepkach beczek wypiszę kredą gatunki i roczniki win. Z całą pewnością będę miał trzy beczki białego Cassis. Wina Cassis uważane są za najlepsze do słynnej prowansalskiej rybnej zupy - bouillabaisse. To wino bowiem, jest oczywistością, czymś najważniejszym, sensem rzeczy. Cassis nie musi być stary, wystarczy trzy lub czteroletni.

       Piwnica będzie głęboka, szeroka, szczelnie wyłożona wszędobylskim wapieniem. Z Bukowca, z okolic Nowego   Tomyśla w mojej Ojczyźnie, sprowadzę pikantną kiełbasę nowotomyską, którą własnymi rękoma wyrabia wędliniarz, mistrz Stefan Słociński, jeden z nielicznych nieskurwionych wędliniarzy, znany nawet w Berlinie. Dobrze uwędzona szynka od niego, też będzie wisieć w piwniczce, a na półce znajdzie się słoik z chrzanem, a może i ćwikłą. Aczkolwiek, buraczek ćwikłowy nie jest faworytnym warzywem Francuzów. Oczywiście będą też długie lufry szklanych ściągaczy, którymi podkrada się wino z beczek.

          Na winobranie zaproszę gości, ale takich, co to niespecjalnie lubią głośną muzykę, nie chcą się znać na polityce i potrafią milczeć pod moim rozłożystym orzechem. Czym ich ugoszczę?  Szynką Słocińkiego wędzoną, z chrzanem, to samo przez się zrozumiałe, ale będą też upieczone w żarze popiołu ziemniaki i słynny borujski (nowoborujski)  twaróg odciskany w płóciennych woreczkach, wędzony na zimno dwa dni, z odrobiną domieszania ziół i siekanej cebuli. Ten biały, pikantny ser idealnie podchodzi pod wino. Gdzieś z boku piwniczki, postawię koszyk wyłożony starym obrusem lnianym, pamietającym lata świetności moich rodziców z Drawska, na którym kokieteryjnie będą leżały najpiękniejsze na świecie kawałki boczku, wędzonego przez kilka dni w zimnym, bukowym dymie. Będą też salcesony, w prawdziwym żołądku świńskim, wypełnione mięsem z łba świńskiego, skórek z podgardla, golonek z całymi mięśniami i tym najważniejszym - żelem prawie przezroczystym, który nadaje cały sens salsesonom. Do wina pasują bowiem proste jadła. Jak świeży, chrupiący chleb z plastrem ugotowanej i obtoczonej w grubo zmielonym kolorowym pieprzu, słoniny a jeszcze lepiej - podgardla wędzonego. Bułeczki z mąki żytniej razowej, koniecznie na zakwasie z dodatkiem świeżych ziół prowansalskich, którymi przegryziemy czarny ozorkowy - zdecydowanie najlepszy lekko podwędzony. I przy tak zastawionym stole, oczywiście z bogactwem butelek, będziemy sobie siedzieli w spowite słońcem jesienne popołudnie przed drewnianymi wrotami piwnicy. Z deseczkami do krojenia i własnymi nożykami w ręku, ponieważ dżentelmen przy takim ucztowaniu nie używa obcej zastawy. A przed nami na stole szklanki wypełnione barwą złotej jesieni. I będziemy milczeć.
Za nami, w głębi piwnicy, będzie pulsować w beczkach młode wino. Cinsault , Bourboulenc, Cassis, a także mszalne wino lekko złotawe, mądre. Wino bowiem żyje, przetwarza się; kształci na coraz doskonalsze. Wśród liści orzechowego drzewa będą brzęczeć szukające resztek nektaru osy,  daleko będą pomrukiwać TIR-y wożące wieczną od zarania drogą towary dla pogodzonych narodów tego świata.  Będziemy już starzy, o literaturze tylko wtedy padnie słowo, jeśli będzie liczyła sobie tysiąc lat, ale o winie co najmniej pięcioletnim. Nie będziemy już chcieli mścić się i zapomnimy nawet o tych, którym kiedyś chcieliśmy wybaczyć. Będziemy pili wino, patrząc na okolicę i ostrożnie ważąc słowa. Stare, ginące słowa, które mają tyleż lat, co ten krajobraz. Bo wino nie znosi gadatliwości. Jest to życiowa mądrość. Taka sama jak fakt, że gadatliwy człowiek nie jest na wino odporny, szybko traci głowę. Będziemy więc mądrzy winem, które pić będziemy drobnymi łykami, delektując się nim, smakując. I z całym spokojem, ze wzruszeniem ramion jedynie, będziemy zdolni oceniać wyroki tego świata. Gdyż cała mądrość, którą  nabyłem z wina i wszelkich szkół swoich sprowadza się w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu. Wiadomo, że chcąc rozśmieszyć Pana Boga - opowiadamy Mu o swoich planach.

Zbycho

 

sobota, 31 sierpnia 2013, zibi_scj55

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: elam, *.dynamic.chello.pl
2013/09/01 16:01:41
Chętnie bym pomilczała przy dobrym winie na południu Francji.........................
-
Gość: kk gdansk, *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/09/01 22:16:52
Oj Zbyszku ! Ja to chetnie wypilbym cololwiek byleby w Twoim towarzystwie!
-
Gość: gosiam, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/09/03 11:20:37
Zbyszku, Twoje opisy są tak plastyczne i smakowite, że natychmiast przeniosłabym się w tamto miejsce i w miłym towarzystwie - z Tobą na czele - pomilczała, posmakowała i pomarzyła...
-
Gość: W.Sz., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/09/05 16:52:47
Myślę ,że będzie wielu chętnych do tej "piwniczki"
Daj Ci Panie Boże spełnienie!
No i zabierz trochę tych ''wendyln" z Kujaw od tych dobrych ludzi na K!


Skopiuj CSS