Kategorie: Wszystkie | Co jemy?! | przepisy profesjonalne
RSS
poniedziałek, 23 maja 2016
Byłem wczorajszym popołudniem na majówce u mojego wiejskiego doktora. Sama majówka, z udziałem miejscowego odchodzącego na nową parafię proboszcza, ludyczna bardzo w przydługim "słowie", śpiewie gorzej niż bez organisty... lepiej niż z wybitnymi mistrzami tej sztuki z obszarów chmielo-wikliniarskich, za to z serwisem ciast, ciasteczek i innych form pieczonych.
niedziela, 22 maja 2016
Troche zaległe z powodu dziwnego acz popularnego; nie do wybaczenia! Znaczy... zapomnienia! Ale szczere bardzo! Witaj Wojciechu Luby, witaj z nadobną małżonką Krysią, a w duchu poczciwości przyznaj się, ile i czego wpierdoliłeś, z tej ładnej, imieninowej okazji; czy Cię lekko wzdęło; czy może Cię zemdliło, a może nawet 'womitowałeś' czyli wszystek przypadków na raz niebożątko zaposiadłeś; że nie powiem... nie podzieliwszy się z bardziej od Ciebie potrzebującymi i głodnymi! Jak mówi Biblia... byłem głodny, nakarmiliście mnie, byłem spragniony... daliście mi Chateau Medoc Grand Cru Class limits boittled Magnum 1,5 litra!
sobota, 21 maja 2016
Tytuł byłby zbyt długi, ale należało by napisać... mięso wieprzowe. Mięso, mięso... ale jakie!!! Każda wizyta moich wyjątkowych przyjaciół ( oczywiście z okazji zawsze dobrej, tym razem moich urodzin), to szaleństwo znakomitego tortu wypieku M. (o tej porze roku - truskawkowego) dla mnie; dla Nich skromnym kawałeczkiem do finału z kawą; ale po ich wyjeździe zaczynam gastrofantazję z mięsem przez nich przywiezionym, aktualnie z połówką świni gospodarskiej którą lepsza połowa przyjacielskiej pary, jako lek.wet. osobiście badała.
piątek, 20 maja 2016
O Ewie można by dużo i dobrze pisać, ale też wystarczyło by (gdyby się komu z czytających udało)zjeść najmniejsze, najprostsze danie - nawet podpowiem... uszko do barszczu, by poznać Ewę. A Jest ona jak Jej kuchnia... mądra, subtelna, dobra, pełna koloru i niezwykłego smaku (Ewa jest wykształconym artystą plastykiem).
wtorek, 17 maja 2016
Nie ujawnię... dlaczego! Podpowiem tylko ciekawskim, że męczy mnie ten "światowy bełkot" w którym więcej chamstwa niż chęci pokazania czy też poznania prawdy. I poprowadzę te moje popisy na zasadzie zeszyciku do wspomnień za kilkanaście lat, a może i wcześniej. Zaczynam od wklejenia dzisiejszego wpisu na FB (ze strony "Rybnego Zakątka")
piątek, 30 stycznia 2015
Będzie o jedzeniu, aczkolwiek nazwa nie jest zachęcającą w tym obszarze; przyjęła się prawdopodobnie z racji umiejscowienia surowca głównego czyli żołądka, co nazywa się do dzisiaj kolokwialnie flakami. Więc jest to tradycyjna nazwa potrawy, przyjęta i nie zawsze akceptowana zwłaszcza przez najmłodszą latorośl! W dzieciństwie była to zmora uroczystego rodzinnego stołu, zwłaszcza że w tych latach przygotowanie tej potrawy wiązało się z długotrwałym gotowaniem i "specyficznym" zapachem unoszącym się po całym domu, a może i okolicy! Przyczyn tkwiła w niezbyt doskonałych technologiach oczyszczania surowca, co przy gotowaniu dawało nieprzyjemny zapach resztek strawionej trawy czy siana. Kucharze dobrze gotujący tę potrawę stosowali wielokrotne zmiany wody w której gotowano żołądki wołowe, cielęce (krezki), baranie ale też z jelenia, daniela, łosia. Te ostatnie były rarytasem rzadko spotykanym nawet na zamożnych stołach. Historycznie potrawa znana jest już w czasach starożytnych (Homer o flakach baranich). Na ziemiach polskich potrawa ta była jedzona już w XIV w. i należała do ulubionych potraw królewskiej pary, Władysława Jagiełły i jego małżonki Jadwigi. Flaki znane są również w kuchniach innych narodów (czeskiej, austriackiej,francuskiej, niemieckiej, włoskiej i kuchniach azjatyckich. Zygmunt Gloger w swojej monumentalnej Encyklopedii Staropolskiej tak pisze: Flaki, ulubiona od wieków w Polsce potrawa, podawana dawniej nawet na ucztach pańskich, bez której dotąd w wielu okolicach nie może się obejść uczta weselna u ludu. Piszący to zanotował od gospodyń, sięgających jeszcze pamięcią końca XVIII wieku, że w domach szlacheckich i mieszczańskich na Mazowszu i Podlasiu jadano zawsze flaki z imbirem i „obalanką” czyli kiszką nadzianą kaszą jęczmienną, pokrajaną na kawałki i ułożoną wiankiem dokoła flaków na półmisku lub misie.
niedziela, 18 stycznia 2015
co jemy i jak! Wieczerza wigilijna zawsze miała dla mnie wymiar nadzwyczajny! Być może, jako jedyna w roku zdecydowanie różna od okazjonalnie wystawnych przyjęć-kolacji, inna potrawami stawianymi w tym dniu na stół! Tak moje losy się potoczyły, że miałem możliwość uczestniczenia w tej przepięknej uroczystości (nie tylko stołu) w różnych kulturowo domach; zróżnicowanych poziomem finansowym ale i tym co nazywam kulturą stołu, ze znajomością dobrych smaków i kulturą jedzenia! http://artsmak.blox.pl/2013/12/KOLACJA-WIGILIJNA-KLASYCZNA-czy8230.html Wszakże nie przypadkowo w bardzo zamożnych domach stanowisko kucharki czy kucharza (rzadziej) było niezwykle doceniane. Pensje miesięczne były autentycznym odzwierciedleniem kunsztu i mistrzostwa w tej codziennej pracy, mającej nie tylko nakarmić głodnych ale również dać im całą gamę przyjemności smakowych, nierzadko połączonych ze wzrokowymi! Zwyczaj tworzenia swoistego scenariusza na który składały się rodzaje dań ale również kolejność podawania był również dużą umiejetnością, co doskonale opisuje niezrównany Anthelme Brillat-Savarin w swoim dziele Fizjologia smaku! Kolejność i czas podawania potraw były niezwykle istotnymi elementami dobrego posiłku! Nie jestem w stanie opisać w krótkim wpisie na blogu zawiłości sztuki dobrego stołu, jako że jest to niezwykle obszerna wiedza, z której... niestety, mało kto korzysta w dzisiejszych czasach; czasach z aspiracjami najnowszego modelu samochodu, ośrodka SPA czy tygodnia spędzonego w Maroku, że nie powiem... zakupów w Paryżu!.
poniedziałek, 08 grudnia 2014
gospodyni księdza Miecia, do której to zwracał się dobrotliwie... moja dobra Waczyńsko! Będzie prosto i bezpretensjonalnie, i ... prawdziwie! Ksiądz Mieczysław, proboszcz w maleńkiej wsi pod Poznaniem! Pochodził z mieszczańskiej, zamożnej od wielu pokoleń rodziny wielkopolskiej! W jego zabudowaniach parafialnych pełno było wszelkiego ptactwa przeznaczonego na dostatni stół, zwykle z okazji zjazdów dekanalnych, ale i uroczystości kościelnych, czy prywatnych jak chociażby urodzin czy imienin ks.Mieczysława! Poznałem go przypadkowo jako student pierwszego roku PWSM w Poznaniu! Poproszony zostałem na zastępstwo organisty, który w tym terminie nie mógł dojechać na uroczystość ślubną w tamtejszym kościółku! Wkrótce mogłem poznać przyczynę z góry założonej absencji. Był styczeń słynnej zimy 1967 roku! Z Poznania cztery stacyjki PKP w miarę ciepłym pociągu, a potem... to tylko kawałek piechotą, wedle oświadczenia kolegi organisty, a w rzeczywistości przeszło sześć kilometrów przez zasypane śniegiem pola, ścieżką wydeptaną przez nielicznych mieszkańców dojeżdżających z U. do pracy w Poznaniu! W godzinę i dwadzieścia minut dotarłem, w pełnym południowym słońcu i dwudziestostopniowym mrozie, do parafii godzinę przed uroczystością, gdzie poproszono mnie na rozpoczynający się w tym momencie obiad. Ciepło parafialnej jadalni, duży stół z niezłą zastawą i jowialny proboszcz wiejskim ksiądz Mieczysław, były błogosławieństwem na moje przemarznięte, praktycznie wszystkie części ciała. Poproszono do stołu, na którym zażywna jejmość gospodyni proboszcza postawiła pokaźnych rozmiarów wazę z czymś niezwykle aromatycznie parującym! Po rutynowej modlitwie przed jedzeniem, zostałem zaproszony pierwszy, jako gość, do nalania pachnącej cudownie zupy, oznajmiając, że jest to słynna czarnina Waczyńskiej! Spojrzałem dokładniej w wazę... rzeczywiście, charakterystyczny lekko czekoladowy kolor przywiódł wspomnienie najbardziej nielubianej zupy z dzieciństwa. Zupy gotowanej nieczęsto ze względu na sezonowość ptaszka niezbędnego do przyrządzenia tej królewskiej zupy!
sobota, 06 września 2014
Szanowny Panie Arturze! Niewątpliwie, opisana przez Pana wizyta w nowo otwartej restauracji o nazwie Szafa, sprawiła Panu dużo przyjemności, a i okazję do, zawodowego już prawie, odniesienia się Krytyka Kulinarnego do tego gastronomicznego wydarzenia! Podpisując się oburącz pod Pańską pasją, pozwolę sobie – z całym szacunkiem do Pańskiej wiedzy – na kilka uwag merytorycznych. Z dwóch powodów! Wiedzę moją gromadzę od początku lat siedemdziesiątych, kiedy to wyjeżdżając służbowo do Francji, Włoch i Niemiec miałem możliwość podglądania gastronomii tych krajów, co w przypadku Francji, dawało wiele informacji tak o jedzeniu jak i popijaniu tegoż. A miałem możliwość bywania w tradycyjnym sektorze restauracji, że nie wspomnę wizyt w zaprzyjaźnionych restauracjach prowadzonych przez potomków żołnierzy służących nawet w armii napoleońskiej. Jako że jedzenie i popijanie było od wczesnej młodości moją pasją, z czasem zamienioną na hobby i zawód restauratora, przeto wszystko co wiązało się z dobrym jedzeniem i całym anturage tegoż, przyswajałem sobie z niebywałą łatwością. Drugim argumentem na moje uwagi, jest sympatia dla pańskiej działalności KK, aczkolwiek audycja z panią redaktor Demską daje uczucie pewnego niedosytu. I ta sympatia upoważniła mnie do poczynienia kilku uwag do spota o Szafie. Pozwoli Pan, że oprę się dosłownie na Pańskim tekście. Mam nadzieje, że Pana nie urażę moją obcesowością, za co z góry przepraszam! Dla wiedzy Szanownego Czytelnika... mój tekst wyróżniony jest kolorem zielonym! Zdjęcia są autorstwa Krytyka Kulinarnego, pana Artura M. z Gdańska.
piątek, 05 września 2014
Był taki okres w historii ludzkości, kiedy ludzie zamożni żarli straszliwe ilości mięsa, troszkę pieczywa, warzyw i jarzyn co kot napłakał, owoce były dla plebsu, co w naszym organizmie, lubiącym zrównoważoną gospodarkę paliwową czyniło masakryczne zaparcia. Lewatywy już znano, ale ciągła ingerencja w to miejsce powodowała schorzenia, a bóle jaśniste. Wtedy to, weszło do epistolografii zwyczajowe składanie, w zakończeniu listów, życzenie zdrowia, pomyślności w interesach, powodzenia u kobiet, pociechy z dzieci i… przyjemności lekkiego wypróżniania! A wiedzę tą posiadłem z listów znanego Ci Jana Sebastiana Bacha, adresowanych podobno do Jerzego Fryderyka Haendla, człowieka nad wszelkie przyjemności przedkładającego dobre żarło! Dużo dobrego żarła!
wtorek, 02 września 2014
o umiejętności takiego czytania pozyskanego nowego przepisu, by móc określić z całą pewnością, że proponowane danie może być dobre, że podane ilości składników zostały odpowiednio dobrane do sposobu wykonania, czyli technologii, że ich ilość ustalono w celu osiągnięcia wyznaczonych parametrów smakowych czyli dobroci dania, że wreszcie... sama technologia znajduje się w obszarze poprawności technik kucharskich stawiających za cel osiągnięcie maksimum założonego projektu kulinarnego, że nie powiem... takiego wykonania dania, którego efekt smakowy zaskoczy nas samych!
wtorek, 08 lipca 2014
Niewiele zadziwień miewam, niewiele mnie porusza, nie mam strachów; jeżeli czegoś nie rozumiem, zwykle wybaczam sobie brak zrozumienia, a zdecydowanie... rozumującego odpustowo! Ale kartofelki, dobre młode kartofelki; gotowane, smażone, odsmażane, po polsku, drążone, ziemniaki puree, dauphine, frytki, zapiekanki wszelkie... wszystkie te formy zimniaczka wymagaja tylko odpowiednich umięjetności by mogły stanowić zawsze dobre, a czasami... bardzo eleganckie danie! Dawno temu udało mi się nabyć w antykwariacie pozycję wydaną w 1941 roku pod tytułem "100 potraw z ziemniaków"! Wydawnictwo z pewnością bardzo na czasie!
środa, 11 czerwca 2014
Czy istnieje jeszcze dobra kuchnia polska... zadałem w poprzednim wpisie retoryczne pytanie, by podjąć próbę naszkicowania obrazu rzeczywistości na przykładzie uroczystego przyjęcia z okazji chrztu maleńkiej wnuczki i córki statystycznej rodziny w naszym nieszczęsnym kraju. Dzisiaj opiszę przyjęcie wydane przez restaurację, przyjęcie z okazji prymicji mojego serdecznego przyjaciela, który w wieku trzydziestu pięciu lat wstąpił do zakonu, by po siedmiu latach otrzymać święcenia kapłańskie. Uroczysty obiad, z tradycyjnym 'słodkim' i kawą oraz kolacją odbył się w nowo otwartej restauracji w Sierosławiu pod Poznaniem, lokalu nastawionym na duże, grupowe przyjęcia okolicznościowe, co dla właściciela takiej działalności jest niezwykle intratnym interesem, jako że przygotowanie jedzenia odbywa się na ściśle określoną ilość biesiadników, wg narzuconego menu, co z kolei wiąże się z możliwością precyzyjnego określenia czasu i wielkości podawanych dań, a to zapobiega uciążliwemu trzymaniu w gotowości wielu dań dla przypadkowych klientów. Pominę zaliczkę, którą zamawiający musi wpłacić na poczet usługi, co daje właścicielowi restauracji komfort finansowy. Pominę również zwyczaj narzucania klientowi menu, jako że jest to powszechne w polskiej gastronomii.
wtorek, 10 czerwca 2014
Maj i czerwiec, miesiące poza karnawałem najbardziej obfitujące w różne komunie, wesela, bale maturalne... jednym słowem imprezy, gdzie lud tego nieszczęsnego kraju siada przy zastawionym suto stole, co nic nie znaczy, jako że ten 'wybitny' standard jakim się karmi biesiadników to najbardziej spauperyzowane dania kuchni polskiej, niewiele mające wspólnego z dobrymi oryginałami, czynionymi rękami dawnych mistrzów, kucharek w dobrych domach, czy nawet gospodyń na probostwach!
poniedziałek, 19 maja 2014
Maj miesiącem Komunii, o czym wiedzą młodzi rodzice i niekoniecznie młodzi dziadkowie! Rodzice, którzy doświadczyli już komunijnego rowerka i zegarka, przeskokiem cywilizacyjnym obliczają straty i zyski, oczami wyobraźni widzą swą męska progeniturę na co najmniej chińskim quadzie, przy okazji niezły laptop; żeńska linia, poza laptopem, wirtualnie nosi na sobie jakąś niekoniecznie wyrafinowaną, natomiast zdecydowanie kilku zerową biżuterię! Takie pierdoły jak zegarki czy rowerki (nawet BMX) żadnemu myślącemu i nowoczesnemu rodzicowi nie przychodzą do głowy, jako obciachowe! Dziadkowie rozpaczliwie próbują przypomnieć sobie... co też oni na komunię dostali i mimo niezłej już pamięci pierwotnej i ustawionej na maxa pamięci fotograficznej, za cholerę nie mogą odtworzyć, chociażby 'zegarkowego', realu lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych.
sobota, 10 maja 2014
z okazji uroczystego obiadu (z kawą, słodkim i kolacją) mającego być wyrazem podkreślenia nadzwyczajnego wymiaru domowej transcendencji; zaimponowania rodzinie a i nielubianym znajomym wystawności i bogactwa naszego domu!
wtorek, 15 kwietnia 2014
Wielkanoc za pasem. Drzewiej szynki, kiełbasy, boczki, balerony siedziały w wędzarni - wcześniej trzy tygodnie w soli - pilnowało się co by ogień nie był zbyt gorącym, a dobro ono nie zaparzyło się. Pewnie nie wiecie, że takie smakołyki uwędzone na ciepłym dymie w 24 godziny, trzeba było potem szybko jeść, jako łatwo psujące się wyroby. Wędzenie na zimnym dymie trwało 3-4 dni, aleć wisiały frykasy w komorze kilka tygodni, o ile ich nie zeżarto wcześniej. Duch w narodzie ginie, jako że szynka z dyskontu na drugi dzień sama wychodzi z lodówki, biała kiełbasa (65% mięsa) nieokreślonego smaku pokrywa się śliskością, nabyty w sieciowej cukierni mazurek - może i ładnie się prezentuje - jest niejadalny. No, prawie niejadalny! Baba muślinowa?!O babie muślinowej mało kto słyszał, a nie sądzę by kto potrafił upiec. No, taka babka wielkanocna wypieczona z ogromnej ilości jaj, gwarantująca podwyższony cholesterol na pół roku. Prawda, że włożony kawałek do buźki rozpływał się jak lody, a smak to miało niebiański. A jadałem, jadałem to cudo - ostatni raz w 1995 roku, w Częstochowie. Wypiekała to moja nieodżałowana teściowa Krysia. Mistrzynią wypieków Ona była wielką, pochodziła wszakże z rodziny piekarskiej, od małego zaplatała chałeczki i inne precelki w zakładzie swego taty.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Kilka dni temu, siedząc na fotelu zabiegowym u pani stomatolog GG, usłyszałem pytanie… jak upiec perliczkę! Pytanie zadała osoba rewelacyjna zawodowo i doskonale gotująca, tuż po wykonaniu mi znieczulenia, chwilę przed rwaniem zęba.
piątek, 07 marca 2014
Wojciechu, Kamieniczniku Miły! Jeżeli kamienicy jeszcze nie masz, nic straconego. Ukraina się wyprzedaje, nie będzie kłopotu z nabyciem kilku gustownych, neoklasycystycznych kamieniczek w cichej dzielnicy Lwowa! Chętnie, na starość, wynajmę nieduże 100 metrowe mieszkanko, na oczywista, preferencyjnych warunkach, jakem Zbycho!
zawsze lubiłeś dobrze i smacznie zjeść, a i słuchania nie traktowałeś po macoszemu wdzięcznym czytającym moich blogów będąc! I dzięki Ci serdecznie za troskę i pamięć; nawet nie pytając czy Cię zainteresowałem ostatnim tematem, wierzę żeś przeczytał! Jest fajnie mieć świadomość, że ktoś o tobie myśli; być może dojedziemy do absurdu, jak na wesoło we włoskim małżeństwie... niech już bije, byle był!
poniedziałek, 24 lutego 2014
Dawno, dawno temu tytan Prometeusz z gliny pomieszanej ze łzami ulepił człowieka, wykradł ogień z rydwanu boga słońca i z ukradzionego ognia stworzył duszę człowieka; potem wbrew woli Zeusa, który uważał ogień za przywilej bogów - ofiarował ludziom ogień. Rozzłoszczony władca bogów, kazał przykuć Prometeusza do skały, gdzie codziennie o wschodzie Słońca przylatywał orzeł wydziobywał tytanowi wątrobę, która przez dzień odrastała. Na takie męki skazany został dobroczyńca ludzi. A ludzie - jak głoszą legendy - od tego momentu nauczyli się posługiwać ogniem i w ich diecie surowe mięso zostało zastąpione mięsem pieczonym nad żywym ogniem, w żywym dymie.
niedziela, 26 stycznia 2014
Moi Mili! Dzisiaj sobota; nie wiem czy u Was też, ale ja po odruchu sprzątania moich "departamentów" rozpoznaję ten dzień tygodnia! Sąsiad rozpoznaje sobotę po kapieli cotygodniowej i udziale o godzinie 18:00 na Mszy Świętej w tutejszym kościele parafialnym!
wtorek, 14 stycznia 2014
Dodaje rumieńców niedzielnemu schaboszczakowi, a podsmażona na masełku idealnie współgra z kalafiorem czy kopytkami. Bułka tarta od zawsze jest ceniona w polskiej kuchni. Niestety teraz sprzedawcy często wciskają nam zamiast prawdziwej bułki zwykłą truciznę. W składzie dobrej bułki powinny być tylko mąka, drożdże i sól. Ale producenci bombardują nas ulepszaczami smaku oraz niepotrzebnymi tłuszczami. Efekt jest taki, że w bułce tartej właściwie nie ma... bułki
czwartek, 26 grudnia 2013
Witajcie moi Mili w drugim dniu Świąt Bożego Narodzenia ! Troszkę historii. Wiemy że od V wieku istniał specjalny formularz mszy na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku w Rzymie był zwyczaj odprawiania w tym dniu trzech specjalnych Mszy św.: tzw. "Pasterki" w nocy, Mszy o świcie i Mszy w dzień. Papież udawał się najpierw o północy do bazyliki Santa Maria Maggiore, dedykowanej macierzyństwu Maryi. Istniała tam (już od VI w.) replika groty betlejemskiej jako osobna kaplica dobudowana do bazyliki. Papieski zwyczaj celebrowania trzech Mszy św. w uroczystość narodzin Chrystusa Pana przyjęli stopniowo wszyscy kapłani. Również od IX wieku zaczęto ten zwyczaj wyjaśniać potrójnym narodzeniem Chrystusa: odwiecznym zrodzeniem przez Boga Ojca, narodzeniem w czasie z Maryi Dziewicy oraz mistycznym rodzeniem się Chrystusa w sercach ludzkich. W tych trzech mszach świętych widziano również echo - znak hołdu złożonego przez pasterzy, aniołów i trzech króli, stąd zwano te formularze mszalne: pasterskim, anielskim i królewskim.
wtorek, 24 grudnia 2013
Czekamy na te święta! Czekamy wspomnieniem jako dzieci oczarowane nastrojem, tajemniczością i ciepłem zdarzenia, prezentami pod choinką, kolędami, kolacją wigilijną! Czekając dorosłymi, jako nieliczni, staramy się przenosić tradycję domu rodzinnego, rezygnując z różnych powodów z kolejnych elementów tych przepięknych świąt! Być może, nie daj Boże, któreś z kolei Boże Narodzenie 'opędzimy' wcześniejszymi zakupami plastikowego jedzenia i tandetnych prezentów w dyskoncie, cały czas wspominając żywą choinkę, stół wigilijny z siankiem, białym obrusem po Babci, dodatkowym nakryciem dla bezdomnego wędrowca, opłatkiem, karpiem, śledzikiem w oleju, pierogami, kapustą z grochem, makiełkami, kompotem z suszu i wreszcie... oczekiwanymi prezentami. Jesteśmy tak bardzo zajęci zabieganiem o dzień powszedni, że czekamy na Boże Narodzenie, patrząc by te dwa dni wpasowały się w jak najdłuższy weekend! I wiemy, że nie jest to NASZE BOŻE NARODZENIE! Proponuję zatem, skoro tradycja kosztuje nas tyle wyrzeczeń i zabiegów, przyjąć "nasze nowe" i...
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
O autorze
Tagi
Skopiuj CSS